Po Parapetówie może być i tak…

Około 5-ej po południu na Placu Narutowicza w Warszawie, niedaleko nowo-otwartej sympatycznej i niedrogiej knajpki „Pod Grzybem” (przynajmniej tak mówią o niej okoliczni) jest dużo zieleni i ławek. Czas siesty spędzany bywa różnie, gdyż tradycja tego punktu dnia w naszej strefie klimatycznej nie ukształtowała się zbyt wyraźnie. Nie jesteśmy wszak krajem śródziemnomorskim, czego nie mogę odżałować.

Te klimatyczne subtelności nie muszą jednak być brane pod uwagę przez wszystkich naszych współobywateli. Po prostu – jest zieleń, jest ławka, jest ciepło, jest odpowiednia pora (może być każda), no to mamy i siestę w wersji środkowo-europejskiej. Proszę bardzo:

Na placu, na ławce.Fot. Ola Czekay (w mojej obecności)

Aaaa!!! I jeszcze jedno – dla mnie ważne – „Pod Grzybem” mają cydr z beczki, mój ulubiony napój na upały (i nie tylko). W Warszawie cydr jest rzadkością (bo Warszawa – to nie Kraków, w którym knajp jest bez liku) i dlatego zwracam na ten smaczny fakt szczególną uwagę.

Advertisements

1 komentarz

Filed under free, obyczajowe, photos

One response to “Po Parapetówie może być i tak…

  1. I jeszcze można tam zjeść świnio-burgera czyli ciepłą kanapkę z golonką. Może to do cydru nie pasuje, ale nie zmuszajmy się to jednoczesnej konsumpcji wszystkich propozycji menu. Tal naprawdę lokal nazywa się „La Szalet” i jego otwarcie wzbudziło wiele kontrowersji, to znaczy, że radni grzmieli na sesjach, a klienci spożywali na miejscu. I tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s